Jan 3.13

  Jonae Slichtingii de Bukowiec Commentaria Posthuma in Plerosque Novi Testamenti Libros Commentarius in Euangelium Joannis Apostoli pag. 27 – 28. Irenopoli, Sumptibus IRENICI PHILALETHII 1658 [ wł.1668].

Jan 3.13
    I nikt nie wstąpił do nieba, tylko ten, który z nieba zstąpił, Syn człowieczy, który był (albo jest) w niebie. Chrystus dodaje to, by nikt mu nie zarzucał, jakoby on sam nie potrafił mówić o sprawach niebiańskich lepiej niż Mojżesz, który rozmawiał z Bogiem, i inni prorocy; objaśnia, że w tej kwestii jest wielka różnica między nim i wszystkimi innymi prorokami: dlatego mianowicie, że nikt nie wstąpił do nieba i nie zstąpił z nieba tak jak Syn człowieczy. Nikt nie wstąpił ἀναβέβηκεν [gr. „wstąpił”] w przeszłości. Mówi bowiem nie o swoim przyszłym wstąpieniu, lecz o wstąpieniu przeszłym – a więc, rozumie się, [mającym na celu to,] aby w niebie otrzymał wiedzę o sprawach niebieskich i powróciwszy następnie z nieba, mówił i nauczał o nich na ziemi. Chrystus tutaj naucza o sobie tego samego, czego nauczał o nim Jan w r. 1 w. 18. Powiesz na to: Ale [do nieba] wstąpili Henoch i Eliasz, którzy jednak [z niego] nie zstąpili. Zrozum więc: nikt z ludzi, którzy mieszkają na ziemi, [nie zstąpił z nieba] – bo nawet Mojżesz, który niegdyś mieszkał na ziemi, nie zstąpił z nieba, a zatem i do niego nie wstąpił. Zstąpienie bowiem człowieka z nieba dowodzi jego [wcześniejszego] wstąpienia. Bo człowiek urodzony na ziemi nie może zstąpić z nieba, jeśli wcześniej do niego nie wstąpi.
   Syn człowieczy. [Chrystus] objaśnia, kim jest ów człowiek, który zstąpił z nieba, a zatem i wstąpił do nieba; samego siebie określa emfatycznie, jak zwykł [to czynić], mianem Syna Człowieczego. Chrystus chętnie mówi o sobie, przez wzgląd na skromność, w trzeciej osobie, jakby o kimś innym; zwłaszcza gdy mówi o swojej godności i boskich przymiotach.
   Który był w niebie, rozumie się, dlatego że do niego – jak powiedział – wstąpił. To samo o tymże Synu Człowieczym, to jest o sobie, mówi dalej w r. 6 w. 62, co można też tłumaczyć: który jest w niebie, bowiem jedno i drugie oznacza imiesłów ὢν: i ten, który był, i ten, który jest – stosuje się tu przyjętą, zwłaszcza w tej kwestii, wymienność [enallage] czasu – z tego względu, że wkrótce miał znów wstąpić do nieba i tam zamieszkać. Jakby mówił: abyście stąd poznali, że prawdziwe było to, co wam mówiłem o swoim wstąpieniu i zstąpieniu. Tego samego bowiem argumentu, w tej samej kwestii, używa we wspomnianym miejscu J 6,62. I tak poprzez swoje zstąpienie z nieba udowadnia w tym miejscu, że [wcześniej] wstąpił do nieba, a poprzez swoje przyszłe wstąpienie do nieba i zamieszkanie w nim udowadnia, że z nieba zstąpił. Z tą zamianą [enallage] czasu przyszłego na teraźniejszy korespondują kolejne miejsca, w których naucza o tym, co wcześniej musi się stać, zanim ów Syn człowieczy znajdzie się i zamieszka w niebie. Chrystus zaś używa tej zamiany prawie zawsze, gdy mówi o swoim przyszłym wstąpieniu do nieba i zamieszkaniu w nim. Zobacz m.in. J 7,34 i 36; 12,26; 14,3; 17,24; 20,17. Twierdzi, że nie będzie dłużej przebywał na świecie – w J 16,4 mówi bowiem: Nie mówiłem wam o tym na początku, ponieważ wśród was przebywałem, i w 17,11-12, i w innych. Poza tym zupełnie jasne są słowa Chrystusa, że Syn człowieczy (rozumie się, przed swoim publicznym nauczaniem) wstąpił do nieba i z nieba zstąpił, i sama rzeczywistość wskazuje, że żaden człowiek nie może zstąpić z nieba, zanim do niego nie wstąpi. Ci, którzy uciekają się tu do [doszukiwania się] metafor i niewłaściwych wyrażeń, czynią to bez żadnej potrzeby; bo nie tylko nie jest niedorzecznością, że Syn człowieczy, to jest Chrystus-Pomazaniec Boga i jego jednorodzony Syn, przed swoim publicznym nauczaniem wstąpił do Ojca do nieba i znów od Ojca z nieba zstąpił do ludzi – ale jest to wręcz najzupełniej możliwe. Do nieba wstąpił Apostoł Chrystusa, mający być posłanym do narodów [2 Kor 12.2] – czemuż nie miałby wstąpić Chrystus, Nauczyciel i Pan Apostołów? Wstąpił sługa – czemuż nie miałby wstąpić jedyny Syn Boży? Cóż było bardziej stosownego, niż to, by ten, który miał się stać Mową Bożą κατ' ἐξοχὴν  [gr. „w pełnym tego słowa znaczeniu”], nie tylko mocą Ducha Świętego poznał Boże tajemnice, lecz także był u Boga i widział Boga? Wstąpił Mojżesz, typ Chrystusa, w typie, którym była owa wyniosła góra Synaj; czemuż nie miałby wstąpić antytyp Mojżesza, Chrystus, w antytypie, to znaczy prawdziwie, do samego nieba? Wstąpili Henoch i Eliasz, czemuż nie miałby wstąpić Chrystus? A jakkolwiek nie było żadnej potrzeby, by oni [po wniebowstąpieniu] zstępowali, to jednak była potrzeba, by zstąpił Chrystus. A ci, którzy tutaj szukają metafor i niewłaściwych wyrażeń, nie wyszukiwaliby ich tak łatwo [w innych miejscach], zwłaszcza że Chrystus mówi, jak widzieliśmy, w innym miejscu: A gdybyście ujrzeli Syna Człowieczego wstępującego tam, gdzie był przedtem? (J 6,62). Z pewnością nie było to powiedziane metaforycznie, ani nie chodziło tylko o wstąpienie duchowe (bo i wówczas, gdy to mówił, przebywał duchem w niebiosach), ale o prawdziwe. Nie metaforycznie, ale prawdziwie miał tam wstąpić. Czemuż więc, jeżeli Syn człowieczy był prawdziwie w niebie przed tym wstąpieniem, o którym mówi jako o przyszłym, i jeżeli jest powiedziane, że wstąpił do nieba jeszcze przed tymże wstąpieniem, nie mielibyśmy sądzić, że prawdziwie tam wstąpił? Nie mógł bowiem zaistnieć inny sposób, by Syn człowieczy – we właściwym [tj. dosłownym] tych słów znaczeniu – był w niebie, niż taki, by – we właściwym tych słów znaczeniu – wstąpił do nieba. Wiemy zaś, że można powiedzieć o kimś, że wstąpił do nieba, był w niebie i zstąpił z nieba, gdy [czyjś] duch wznosi się do niebios, w nich całkowicie się zatrzymuje i przebywa, i [następnie] powraca z niebios do ludzi: nie ma jednak żadnej przyczyny, by w kwestii Chrystusa odchodzić od sensu właściwego i pełnego ku metaforycznemu, zwłaszcza że Chrystus mówi w innym miejscu, że widział Ojca, że od Ojca wyszedł i przyszedł na świat, że znów opuszcza świat i idzie do Ojca. Nie szedł zaś [do Ojca] tylko duchowo i w myślach, czy też metaforycznie, ale prawdziwie i rzeczywiście. Czemuż więc na tej samej zasadzie nie wierzyć, że wyszedł od Ojca i przyszedł na świat. Stanowisko przeciwne bowiem, aby było spójne, powinno zawierać się w obrębie tych samych pojęć. Ci którzy nam tu przywołują dwie natury w Chrystusie, powinni wykazać najpierw ich istnienie na podstawie innego miejsca. Bo wszystko to [w komentowanym fragmencie ] mówi się o Synu człowieczym, i w odniesieniu do Syna człowieczego wszystko najlepiej się wypełnia. A to, że ktoś jest i jedynym Bogiem, i człowiekiem, jest rzeczą tej miary, że potrzeba otwartego cytatu z Pisma, aby w nią uwierzyć. Bo na podstawie wyłącznie tego, że Syn człowieczy, który jest Chrystusem-Pomazańcem, wstąpił do nieba, zstąpił z nieba i był w niebie, któż powziąłby taką opinię, iż sądziłby, że tytuł Syna człowieczego, który jest Chrystusem-Pomazańcem, oznacza jednocześnie jedynego Boga; i dlatego, że jedyny Bóg zstąpił z nieba, sądziłby, że Syn człowieczy zstąpił z nieba; i nadto, dlatego że Syn człowieczy wstąpił do nieba, sądziłby, że Syn człowieczy stał się jedynym Bogiem; dlatego wreszcie, że Syn człowieczy był w niebie, sądziłby, że Syn człowieczy jest jedynym Bogiem? Doprawdy, gdyby to było prawdziwe, bez wątpienia byłoby też powiedziane [w Piśmie]. Nie ma bowiem żadnego powodu pozwalającego wypowiadać takie twierdzenia, i – zdaniem nie tylko tych, którzy przyjmują, że jedyny Bóg nie może, we właściwym tych słów znaczeniu, ani zstąpić z nieba, ani wstąpić do nieba, wierzą bowiem, że w swej istocie znajduje się on wszędzie – nie tylko nie można ich stąd [tj. z tekstu Pisma] wyprowadzić i wykazać, ale wręcz zdecydowanie nie należy tego robić. A jeśli można mówić o Synu człowieczym, że zstąpił z nieba, bo zstąpił jedyny Bóg, i że jest on [Syn] jednocześnie w niebie i na ziemi, bo jedyny Bóg jest jednocześnie w niebie, na ziemi i wszędzie, dlatego że jedyny Bóg stał się Synem człowieczym, albo dlatego że Bóg i Syn człowieczy są jedną osobą (który to sposób mówienia ci, którzy tak twierdzą, nazywają współorzekaniem przymiotów [communicatio idiomatum]) – to z pewnością nie znajdzie się nigdy żadna sprzeczność, której nie można by w ten sposób rozwiązać. To nie jest usuwanie sprzeczności, tylko powtarzanie ich innymi słowami, i ciągłe powracanie do tego samego. Więcej na ten temat zobacz w komentarzu do rozdz. 1 w. 2, 18, 52.
 

Informacje o Bogumił Wiśniewski

Jestem absolwentem Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Pasjonuję się głównie literaturą neolatynistyczną pochodzącą z kręgów radykalnej reformacji, a w szczególności spuścizną naszych rodzimych oraz siedmiogrodzkich unitarian. Niniejsza domena nie będzie blogiem sensu stricto, będzie to raczej głos wieków przeszłych, wciąż aktualny i ważny w sprawach fundamentalnych dla nas chrześcijan, albowiem związanych z poznaniem Jedynego Boga i Jego umiłowanego Syna a Pana Naszego Jezusa Chrystusa.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.